Och, jakże piękny byłby świat samych szczęśliwych ludzi… Do czasu… Dziś wiemy, że tłumione emocje nie znikają gdzieś w bezkresach kosmosu, ale wciąż są w nas obecne i mogą skutkować wieloma negatywnymi konsekwencjami. Jak to zatem jest, że w ogóle natura wymyśliła coś takiego jak złość? Po co nam to, co sprawia dziś tyle trudności i powoduje, że miły niedzielny poranek zamienia się w koszmar, bo wieża z klocków, tak długo budowana, runęła nagle (z niewielką pomocą młodszego brata)?

Gdy przeanalizujemy sytuację, kiedy poziom pobudzenia wzrasta i pojawia się to, co nazywamy złością czy gniewem, wówczas większość z nas odpowie, że pojawiają się one wtedy, gdy dzieje się coś, na co się nie zgadzamy, co przekracza nasze granice, co nam się nie podoba. Są to momenty, gdzie potrzebna jest reakcja, aby móc się obronić, zaprotestować, albo w inny konstruktywny sposób zademonstrować, że coś idzie nie po naszej myśli. Takich sytuacji napotykamy w życiu wiele. Jeśli nie będziemy uczyć dziecka, że ma prawo bronić swoich granic od najmłodszych lat (w społecznie akceptowany sposób), nie będzie potrafiło w dorosłości również zareagować, gdy ktoś będzie je przekraczał. Innymi słowy, nie da się mieć grzecznego, czyli zawsze posłusznego dziecka i jednocześnie wychować go na asertywnego dorosłego. To stwierdzenie ostatnio często pojawia się w artykułach i internetowych postach, ale jest na tyle ważne, że warto je powtarzać.

Własne rozważania nad tematem złości proponuję rozpocząć od zastanowienia się, jakie mogą być przyczyny pojawiania się tej emocji u naszych dzieci. Jako rodzice często widzimy ten zapalnik, który powoduje rozlanie się napięcia, np. ktoś zabrał ulubione auto, w zupie pomidorowej pływa znienawidzona pietruszka, albo mama zabroniła oglądać kolejny odcinek ulubionej bajki. Myślę jednak, że warto oprócz „prostego” znalezienia przyczyny zwrócić uwagę jeszcze na kilka czynników:

Po pierwsze — przyjrzyjmy się temu, jak wygląda nasza złość. Czy my jako rodzice potrafimy konstruktywnie ją wyrażać, czy jest jakiś wspólny wzorzec w przeżywaniu tej i innych emocji widoczny zarówno u nas, jak i u naszych dzieci? Jeśli zauważymy, że sami mamy trudność z asertywnym wyrażaniem złości, powinno to być dla nas sygnałem ostrzegawczym. Dziecko nie nauczy się tej umiejętności, jeśli nie zobaczy dobrego wzorca u rodziców.

Po drugie — zawsze warto pamiętać, że złość odczuwają wszyscy. Ma ona przecież swoją funkcję i obok radości, strachu, zdziwienia, smutku i wstrętu jest emocją podstawową. Paul Ekman (1972) dzięki długoletniej obserwacji ludzi w różnych kulturach stwierdził, że istnieje grupa emocji uniwersalnych (podstawowych), czyli tak samo wyrażanych, niezależnie od kręgu kulturowego ani rasy. Natężenie przeżywania emocji może być różne, ale występują one u wszystkich ludzi. Niektórzy z nas nie chcą dopuszczać tego do świadomości, co może prowadzić do wielu negatywnych konsekwencji.

O tym, do czego może nas doprowadzić tłumienie emocji, piszą autorki książki „Znaczenie miłości”. Niektóre wymienione przez nie daleko idące skutki są już dziś powszechnie znane. Wspominają bowiem o tym, że długotrwałe tłumienie naszych przeżyć może prowadzić do obniżenia odporności, różnych chorób autoimmunologicznych, nowotworów, a także chorób psychicznych. To, że nie pozwalamy sobie na wyrażanie tego, co przeżywamy, może prowadzić również do wielu uzależnień. Autorki książki powołują się na teorię „konglomeratu emocji”, wedle której każda emocja wywołuje w naszym ciele specyficzny tylko dla niej zbiór reakcji biochemicznych. Gdy nie pozwalamy sobie na konstruktywne wyrażanie tego, co czujemy, czy nawet dopuszczenie tego do świadomości, pobudzenie, które odczuwamy, nadal w naszym ciele zostaje i może prowadzić do wspomnianych wyżej konsekwencji.

Po trzecie — bierzmy pod uwagę okres rozwojowy, w jakim nasze dziecko się znajduje. Jeśli maluch jeszcze nie mówi albo nie wie, jak słowami wyrazić to, co czuje, prawdopodobnie będzie odreagowywać złość zachowaniem. Naszą rolą jest uczyć innych sposobów — takich, które nie robią ani dziecku, ani nikomu innemu krzywdy, a jednocześnie pozwalają obronić swoje granice. Gdy w piaskownicy ktoś zabiera dziecku ulubioną zabawkę, a ten zaczyna uderzać kolegę, trzeba nie tylko dać komunikat, że nie wolno się bić, ale też nazwać pojawiające się emocje: „widzę, że się zezłościłeś, że ktoś zabrał twoje autko, powiedz chłopcu: to moje, teraz ja się tym bawię, nie zabieraj mi”.

Po czwarte — zawsze pamiętajmy o tym, że dzieci (czyli ludzie :)) są różne. Rodzimy się z różnymi temperamentami, nasz układ nerwowy rozwijał się w swój specyficzny sposób w związku z tym, jak przebiegał nasz rozwój w życiu płodowym oraz w kolejnych miesiącach życia. Mamy też różne rodziny pochodzenia, które prezentują swoje wzorce reakcji i wsparcia. Nie można zatem porównywać tego, jak reagują różne dzieci. Każde z nich inaczej radzi sobie z obciążeniami, które je spotykają.

Co zatem zrobić, żeby nam i naszym dzieciom żyło się mimo złości dobrze? Najlepiej byłoby działać dwutorowo — oczywiście pracujmy nad tym, aby nauczyć dzieci wielu sposobów na konstruktywne radzenie sobie z napięciem, które będzie się w nich pojawiać, ale też dbajmy o to, aby nasze emocje nie brały góry nad rozumieniem.

Książki, które pomagają oswoić złość

Z pomocą mogą przyjść nam książki, które dostarczają wielu inspiracji do tego, jak rozmawiać o emocjach, pokazują nowe metafory, którymi można bardziej dotrzeć do dzieci, ale też pomóc nam samym zmienić perspektywę. Często forma bajki czy opowieści jest dla dzieci ciekawsza niż kolejna „sucha” rozmowa z rodzicem.

Jedną z moich ulubionych książek, którą wykorzystuję w domu i pracy, jest „Sam i Watson przeganiają gniew”. Pozycja dla miłośników kotów (kot jest tu specjalistą od emocji ;)) pokazuje, jak dzięki wizualizacji i oddechowi uspokoić się i móc spojrzeć na to, co się przydarzyło, z innej perspektywy. Na jej podstawie można potem stworzyć własne sposoby na uspokajające wizualizacje z dzieckiem.

Rozkładówka książki „Sam i Watson przeganiają gniew”

Bardzo ciekawą propozycją jest też „Self-reg. Opowieści dla dzieci o tym, jak działać, gdy emocje biorą górę”. Mimo że w tytule mamy informację, że jest to książka dla dzieci, uważam ją za niezastąpioną dla całej rodziny. Bajki dotykają historii, które wielu rodziców zna z własnego doświadczenia, a po każdej z nich jest rozdział wyjaśniający i wprowadzający w teorię Self-reg.

Na rynku mamy też pozycję skierowaną typowo do rodziców — „Co zrobić, gdy moja złość krzywdzi innych”. Popularny poradnik może być wstępem do pracy nad swoimi emocjami. Pozwala się zastanowić, dlaczego w nas tyle złości i czy na pewno to, co robi dziecko, wymaga takiej reakcji. Książka jest napisana w przystępny sposób.

Inne pozycje mogące się przydać:

  • „Garść radości, szczypta złości”
  • „Uczuciometr Inspektora Krokodyla”
  • „Jestem wściekły” — jak pokonać złość
  • „Co robić, gdy się złościsz. Techniki zarządzania złością”
  • „Złość” — seria Przygody Fenka
  • „Złość i smok Lubomił”
Książki dla dzieci o emocjach i złości

Joanna Chojnacka psycholog

psycholog dziecięcy Gdańsk